A blog written by the leader of the Polish Nobles' League in Canada, Mr. Edward Kuciak from Toronto, Canada.
Saturday, September 26, 2026
KONOPIE
towarzyszyly czlowiekowi od wielu tysiecy lat. Robiono z nich sznurek i liny, tkaniny na odziez i na zagle, papier. Robiono olej do jedzenia i oswietlenia. Uzywano jako leku. Ich wlasciwosci odurzajace, choc od dawna znane, nigdy nie byly najwazniejsze. Pierwsze starcie konopi "z wladza" mialo miejsce w sredniowieczu, kiedy rzadzacy Kosciolem katolickim postanowili, ze w celach sakramentalnych bedzie uzywane wino, a przyjmowanie konopi (czasem wykorzystywanych przez osoby praktykujace inne religie) bylo zakazywane przez inkwizycje. Rowniez leczenie przy pomocy konopi uznawane bylo za praktykowanie czarow i karane. Tego watku nie bede rozwijal, traktujac go jako ciekawostke. Podobnie jak to, ze od poczatku instnienia USA konopie byly tam uprawiane powszechnie i nawet placono nimi podatki. W pewnych okresach mozna bylo isc do wiezienia za to, ze sie ich nie uprawialo... Wiadomo, ze po pracy chetnie zapalali trawke ojcowie zalozyciele panstwa amerykanskiego - Grzegorz Washington czy Thomas Jeffferson. Wlasciwa historia, ktora chce opowiedziec, rozpoczyna sie na poczatku XX wieku na pograniczu amerykansko-meksykanskim. W okresach prosperity na amerykanskie farmy przyjezdzalo sporo meksykanskich robotnikow z rodzinami. Zwykle nie znali jezyka angielskiego i przebywali wylacznie we wlasnym towarzystwie. Ze swym odmiennym wygladem, zachowaniem, kultura, jezykiem wzbudzali wsrod czesci Amerykanow niechec lub wrecz strach. Jednym z przejawow tej odmiennosci byl zwyczaj palenia po pracy odurzajacych konopi, nazywanych przez nich obco i groznie brzmiacym dla miejscowych slowem marihuana. W owym czasie palenie konopi przez Amerykanow nie bylo jakos szczegolnie czeste, nie postrzegano go jako problemu spolecznego - w odroznieniu od naduzywania alkoholu czy opiatow. Stad na przyklad wprowadzone w zycie w 1914 roku prawo zwane "Harrison Narcotics Tax Act" dotyczylo jedynie opiatow (morfiny i heroiny) oraz kokainy, nie wspominalo zas o konopiach. A mimo to poczawszy od 1914 roku wiele stanow wprowadzio wlasne lokalne ustawodawstwo zakazujace uzywania marihuany. Proces ten mial poczatkowo miejsce w stanach poludniowego zachodu, gdzie do pracy przyjezdzalo sporo Meksykanow. To ustawodawstwo nie wynikalo z zadnych problemow zwiazanych z uzywaniem konopi, lecz bylo przejawem ksenofobii i sluzylo jako narzedzie do kontrolowania obcych. (Nie bez znaczenia byl tez fakt, ze konopie byly chetnie palone rowniez przez Murzynow, ktorzy pracowali tam glownie jako robotnicy na plantacjach.) Fala restrykcji antymarihuanowych przeniosla sie pozniej na polnoc i wschod USA, gdzie Meksykanow praktycznie nie bylo. Powody ograniczen byly tam inne: w stanach tych udalo sie opanowac problem uzaleznienia sie ludzi od morfiny i obawiano sie, ze konopie (malo wtedy znane w tamtych okolicach) moga stac sie substututem dla morfinistow majacych trudnosci ze zdobyciem narkotyku. Zakaz mial wiec charakter prewencyjny i nikt nie przejmowal sie brakiem jakichkolwiek podstaw naukowych czy empirycznych, ktore by go uzasadnialy. W niektorych przypadkach wplyw na decyzje o zakazie uzywania marihuany mialy zwyczajne plotki i niesprawdzone historie jakoby loco weed ("szalone ziolo") powodowalo napady brutalnosci. Stopniowe wprowadzanie zakazu (w koncu doszlo do niego w polowie stanow) wynikalo z faktu, ze konserwatywna czesc spolezenstwa byla zaniepokojona przybieraniem na sile zjawisk sprzeznych z tradycyjnymi wartosciami moralnymi. Lokalni ustawodawcy starali sie ograniczyc prostytucje czy wyscigi konne, ale rowniez zawodowy boks, a nawet oralny seks. No i oczywiscie alkohol. Konopie jednak zwykle znajdowaly sie na dosc odleglym miejscu na liscie priorytetow. Jednoczesnie az do konca lat 30. prawo federalne nie tylko nie zakazywalo uzywania konopi, ale tez zezwalalo na ich sprzeaz w aptekach jako leki. Ruch antyalkoholowy w USA zaczal wzbierac jeszcze w XIX wieku. Pierwsze dwa dziesieciolecia XX wieku to byla konfrontacja pomiedzy silami dazacymi do zakazania sprzedazy alkoholu i silami temu przeciwnymi. Ostatecznie wygrali prohibicjonisci i w roku 1920 weszla w zycie Osiemnasta Poprawka do amerykanskiej konstytucji, zakazujaca produkcji i sprzedazy alkoholu w calym kraju. O tym, czy prohibicja byla sukcesem czy porazka, dyskutuje sie w USA do dzis. Jedni wskazuja na fakt, ze spozycie alkoholu po 1920 roku zmalalo o polowe i wrocilo do poziomu sprzed prohibicji dopiero w latach 40. Inni podnosza, ze panstwo ponioslo calkowita kleske w egzekwowaniu zakazu, co przyczynilo sie do spadku prestizu prawa jako takiego, a na dodatek rozplenila sie korupcja wsrod politykow i strozow prawa, a przy okazji niebywaly wzrost organizacyjny i finansowy zanotowala amerykanska mafia. Nie miejsce tu na rozstrzyganie tej kwestii, wazne dla dalszych rozwazan jest natomiast to, ze gdy w roku 1933 Osiemnasta Poprawka zostala (jako jedyna w dotychczasowej historii kraju) uchylona, bez pracy mogla pozostac cala rzesza policjantow pracujacych dotad przy zwalczaniu nielegalnych fabryk alkoholu i barow. Istnialo realne niebezpieczenstwo, ze jakas czesc tych osob moze zatrudnic mafia. Postanowiono, ze po relegalizacji alkoholu trzeba dla nich znalezc nowego wroga. Padlo na marihuane. W 1930 roku powolano do zycia nowa instytucje: Federal Bureau of Narcotics (Federalne Biuro do spraw Narkotykow - po kilku reorganizacjach wejdzie ona potem w sklad dzialajacej dzis agencji DEA). Choc stworzono ja do walki ze wszystkimi nielegalnymi substancjami psychoaktywnymi, z jakiegos powodu Harry Anslinger, jej pierwszy szef (pracujacy wczesniej w policji jako agent zwalczajacy zakazany alkohol), ze szczegolna, wrecz fanatyczna zawzietoscia traktowal marihuane - wowczas jeszcze wedlug prawa federalnego legalna. Anslinger nie ukrywal swoich pogladow rasistowskich i mozna podejrzewac, ze jego zdaniem zakazujac marihuany, zyska sie narzedzie do ujarzmienia mniejszosci rasowych w USA. Poza tym w dotknietym glebokim kryzysem kraju nie bylo latwo o fundusze - Anslinger chcial dowiesc, ze dzialalnosc kierowanego przez niego orgnu ma zasadnicze znaczenie dla bezpieczenstwa obywateli. I musial to zrobic w sposob bardzo przekonujacy. Mogl przedstawic jasne naukowe dowody na szkodliwosc konopi, ale albo nie wierzyl, ze odniosa pozadany skutek, albo ich po prostu nie mial. Zamiast dowodow wybral niebywale zmasowana kampanie propagandowa. Oto kilka jej fundamentow: * wprowadzil uzycie slowa marihuana w swoich przekazach propagandowych; Amerykanie nie znali tego slowa i slyszac je, mysleli, ze chodzi o jakis nowy straszny narkotyk - gdyby te same rzeczy, co o nieznanej marihuanie, Anslinger opowiadal o znanych od stuleci konopiach, zapewne nikt by sie na nie nie dal nabrac. (Podobno nawet w czasie glosowania nad prawem wymierzonym w marihuane wielu kongresmenow nie zdawalo sobie sprawy, ze w rzeczywistosci glosuja przeciwko konopiom); * w prasie, radio, kinie i (raczkujacej wowczas) telewizji zaczely masowo pojawiac sie informacje o marihuanie - niezwykle groznej substancji, ktora w krotkim czasie moze zniszzyc zycie kazdego czlowieka. Ludzie Anslingera przygotowali niezliczona ilosc materialow, ktorych celem bylo zdezorientowanie i przestraszenie spoleczenstwa i przekonanie kongresmenow o koniecznosci uchwalenia surowego prawa antymarihuanowego. Propagandowe przekazy pojawily sie nie tylko w mediach, lecz rowniez na ulicznych billboarddach, w urzedach i w srodkach komunikacji; * zaskoczeni i przestraszeni obywatele mogli sie dowiedziec, ze nagle pojawilo sie cos, pod wplywem czego stana sie seksualnie rozwiazli, moga utracic panowanie nad soba, przez co popelnia przestepstwa lacznie z zabojstwem (nie zawahaja sie nawet usmiercic czlonkow wlasnej rodziny), moga tez popelnic samobojstwo, a w najlepszym przypadku silnie sie uzaleznic. Przekazy propagandy Anslingera dzis wywoluja usmiech, ale w tamtych czasach (zwlaszcza biorac pod uwage fakt, jak zmasowany byl to atak) szybko zaczely odnosic skutek w postaci negatywnego nastawienia ludzi do niebezpiecznego narkotyku. Zeby dac pewien obraz tego, na jakim poziomie odbywala sie kampania, chcialbym przytoczyc dwie wypowiedzi, ktore padaly z ust samego Anslingera: "Gdyby ohydny potwor Frankenstein stanal twarza w twarz z potworem marihuana, padlby martwy ze strachu"; "Wierze, ze w niektorych przypadkach jeden papieros [z marihuany] moze wywolac obsesje mordowana". (Napisalem przed chwila, ze te materialy propagandowe kwitowane sa dzis usmiechem, ale to nie do konca prawda: owszem, jest to usmiech, ale bardzo gorzki, bo wiele z tamtych "argumentow" z cala powaga powtarzanych jest do dzis. Bedzie o nich mowa w drugiej czesci tej ksiazki.) * motywacja magnata prasowego Williama R. Hearsta nie jest do konca jasna (vide ostatnie akapity tego rozdzialu), ale faktem jest, ze jego ogromne imperium medialne (ktore w najlepszym okresie jego kariery skladalo sie z 20 gazet, 13 czasopism, 2 wytworni filmowych i 8 rozglosni radiowych) odegralo kluczowa role w zaprojektowanej i prowadzonej przez Anslingera kampanii; * do propagandowej roboty zaprzegnieto kino; w latach 30. zostalo nakreconych kilka filmow antymarihuanowych (mozna je dzis znalezc w Sieci). Najbardziej znanym jest niewatpliwie pochodzacy z 1936 roku Reefer madness ("Szalenstwo po joincie"), jasno pokazujacy,do czego doprowadza czlowieka palenie marihuany: agresja, morderstwo, samobojstwo, szalenstwo. Inne filmy mialy dokladnie taka sama wymowe, a ich tytuly nie pozostawiaja zadnych watpliwosci: Marijuana Menace ("Marihuanowe zagrozenie"), Marihuana, the Weed with Roots in Hell ("Marihuana, ziolo z korzeniami w piekle!") czy Assassin of Yourh (Morderca mlodziezy"); * w arsenale Anslingera znajdowaly sie nie tylko historie wymyslane na potrzeby kampanii, wykorzystywal on rowniez prawdziwe historie wziete z zycia. Prawdziwe, ale odpowiednio przedstawione. Najglosniejsza chyba byla ta, ktorej bohaterem zostal pewien mlody czlowiek z Florydy, zdrowy i spokojny. Po tym, jak zazal palic marihuane doznal pomieszania zmyslow i zabil cala rodzine siekiera. Dyskretnie pominieto milczeniem fakt, ze czlowiek ten mial znane policji problemy natury psychicznej (nawet chciano go umiescic w zamknietym zakladzie) dlugo zanim jeszcze zaczal palic marihuane. Niestrudzona praca Anslingera i jego ludzi przyniosla rezultaty: Amerykanie powaznie zaczeli bac sie marihuany i zadali od Kongresu dzialania. Zazwyczaj nowe prawa byly dyskutowane i (ewentualnie) uchwalane po przeprowadzeniu studiow i publicznych przesluchan roznych zainteresowanych stron. Zajmowalo to co najmniej kilka tygodni. W tym przypadku caly proces trwal trzy dni, a na wysluchanie zainteresowanych poswieono mniej niz dwie godziny. Jednym z wypowiadajacych sie byl pewien badacz, ktory zeznal, ze wstrzykiwal psom do mozgu aktywny skladnik marihuany i kilka z nich zdechlo. (Nie wiadomo dokladnie, co im wstrzykiwal, bo w latach 30. nauka nie miala jeszcze pojecia, co jest aktywnym skladnikiem w konopiach). Dla kongresemenow byl to wystarczajacy dowod pochodzacy "ze swiata nauki". Lekarz od psow stal sie wkrotce oficjalnym ekspertem Federal Bureau of Narcotics do spraw marihuany. Ustawa antymarihuanowa (Marihuana Tax Act) zostala uchwalona przez Kongres w 1937 roku. Protestowaly tylko dwie organizacje: zrzeszenie sprzedawcow karmy dla ptakow (dostalo zgode na dalsza sprzedaz pod warunkiem, ze nasiona marihuany zostana pozbawione zdolnosci kielkowania) oraz wplywowa American Medical Association (Amerykanskie Stowarzyszenie Medyczne). Wypowiedz jego przedstawiciela zostala zbagatelizowana, a samo towarzystwo niezadlugo spacyfikowane przez Anslingera i zmuszone do oficjalnego potepienia uzywania marihuany jako leku. Wiele mozna zarzucic Anslingerowi, ale jednej rzeczy odmowic mu nie sposob: skutecznosci i konsekwencji w dzialaniu. A takze posiadania dlugofalowej wizji walki ze znienawidzona zla roslina. Uchwalenie antymarihuanowego prawa nie zakonczylo jego walki - ono przynioslo nowe wyzwania. Wkrotce okazalo sie, ze w licznych procesach o morderstwo obrona powolywala sie na niepoczytalnosc sprawcy bedacego pod wplywem marihuany. W wielu przypadkach uzyskiwano uniewinnienie. Anslinger zrozumial, jak powazne skutki uboczne powoduje jego klamstwo i historie o szalenstwie po zazyciu marihuany pojawialy sie w mediach coraz rzadziej. Ponadto w sprytny sposob ograniczono obronie mozliwosc powolywania sie na marihuane: obronca byl zobowiazany do przedstawienia w sadzie opinii eksperta upowaznionego do wypowiadania sie na jej temat. W calym kraju upowaznienie miala tylko jedna osoba: doktor od psow... Po pewnym czasie te linie obrony zarzucono. Wkrotce na smietnik poszedl tez inny koronny argument z lat 30. przeiw marihuanie: ten o powodowaniu przez trawke brutalnosci. Gdy na poczatku dekady lat 50. Amerykanie slabiej reagowali na mrozace krew w zylach opowiesci o tym, jak gwaltowny i niebezpiezny staje sie czlowiek po marihuanie, propaganda dokonala zwrotu o dokladnie 180 stopni. Trwala zimna wojna, zagrozeniem byl oboz komunistyczny, wszedzie widziano radzieckich i chinskich agentow. Jedna z metod ich dzialania mialo byc propagowanie, glownie wsrod mlodziezy, uzywania marihuany, bo ta lamala jej moralny kregoslup. Okazalo sie, ze marihuana powoduje nie gwaltownosc, lecz biernosc, apatie, niechec do dzialania - w tym do obrony kraju przed wrogiem. Ale jezeli nie powoduje szalenstwa, a brutalnosc okazala sie biernoscia, to moze marihuana nie jest az taka straszna? Anslinger nie mogl dopuscic, by taka mysl zalegla sie w umyslach Amerykanow. I oto okazalo sie (bylo to rowniez na poczatku lat 50.), ze straszniejsze niz chwilowe dzialanie marihuany sa jej pozniejsze skutki: jest otoz pierwszym etapem czegos o wiele gorszego, jest "brama", ktora prowadzi ludzi, zwlaszcza mlodych, do uzaleznienia od innych substancji, zwlaszcza od heroiny. Niebezpiezenstwo zostalo zazegnane: marihuana wciaz byla grozna substancja i kolejni prezydeni stawiali sobie za cel skutecznie z nia walczyc az do ostatniego zwyciestwa. Po opanowaniu sytuacji wewnatrz Stanow Zjednoczonych, Anslinger ruszyl na podboj swiata. Od 1925 roku obowiazywala uzgodniona w ramah genewskiej Drugiej Konwencji Opiumowej miedzynarodowa umowa, ktorej panstwa-sygnatariusze zobowiazaly sie zezwalac na uzywanie konopi indyjskich jedynie do celow naukowych i medycznych. Ale nowa rzezywistosc na rynku farmaceutykow i nowy porzadek swiata po II wojnie wymagaly, by miedzynarodowa spoleznosc zawarla nowa umowe. Powstala ona przy wydatnym udziale delegacji amerykanskiej, ktorej przewodniczyl Anslinger. Dokument nazywa sie Jednolita konwencja o srodkach odurzajacych i zostal podpisany w 1961 roku (i uzupelniony w 1972). Chociaz w wielu krajach marihuana byla zakazana na mocy wewnetrznego ustawodawstwa (np. w Poludniowej Afryce od 1911 roku, na Jamajce od 1913, a od lat 20. tez w Wielkiej Brytanii czy Nowej Zelandii), teraz wyklela ja cala miedzynarodowa spolecznosc. Aktualnie Jenolita konwencja ma 184 sygnatariuszy. Znawcy przedmiotu nie maja watpliwosci, ze amerykanskie prawo antymarihuanowe od poczatku mialo rasistowskie podloze. Chodzilo nie tylko o Meksykanow. Na poludniu USA mieszkalo duzo Murzynow i choc nie istnialo juz niewolnictwo, wciaz obowiazywala tam segregacja rasowa i dochodzilo do spiec pomiedzy bialymi i czarnymi. Poniewaz marihuana znalazla wielu zwolennikow wlasnie wsrod czarnych (mnostwo z nich pracowalo na plantacjach i, podobnie jak Meksykanie, uzywali oni marihuany dla relaksu po pracy), zakaz jej posiadania byl narzedziem sluzacym bialym do ich represjonowania. Na dodatek marihuana byla ulubiona uzywka wielu muzykow uprawiajacych jazz: ten powstaly na poludniu Stanow gatunek muzyki grany byl poczatkowo niemal wylacznie przez czarnych. (Znany ze swego upodobania do marihuany byl m.in. Louis Armstrong.) Harry Anslinger uwazal marihuane za zrodla zla. Jezeli dodamy do tego silny rasizm, zrozumiemy powody fanatyzmu w jego poczynaniah. Ale Anslinger nie zawiaduje amerykanska polityka narkotykowa juz od roku 1962, a statystyki pokazuja, ze rasistowski charakter prawa wcale sie nie zmienil przez caly ten czas. Na przyklad w latach 1997-20006 za posiadanie marihuany aresztowano w Nowym Jorku 360 tysiey osob. Sposrod nich 84% to byli Murzyni albo Latynosi. Wedlug spisu powszechnego z 2000 roku, Murzyni stanowia w USA 12,3% spoleczenstwa, a Latynosi 12,5% - lacznie daje to nieale 25%. W srodowisku zwolennikow marihuany od wielu lat funkcjonuje teoria, ze wprowadzenie marihuanowej prohibicji bylo wynikiem spisku, w ktorym wzielo udzial kilka bardzo wplywowych i bardzo bogatych osob chcacych stac sie jeszcze bardziej wplywowymi i jeszze bardziej bogatymi. Teoria ta nie zaprzecza faktom opisanym przeze mnie powyzej, jednak do przyczyn natury rasistowskiej dodaje kilka nowych watkow. Spopularyzowal ja w swej ksiazce The Emperor Wears No Clothes znany aktywista ruchu promarihuanowego, niezyjacy juz Jack Herer. Oto glowne tezy teorii: * magnat prasowy William Randolph Hearst dokonal sporych inwestycji w przemysle papierniczym (ogromne lasy z drzewami pod wyrab oraz papiernie) i konkurencja ze strony papieru robionego z konopi (wytrzymalszego, lepszego jakosciowo, bardziej ekologicznego) byla mu bardzo nie na reke. A konkurencja byla realna wobec opracowania przez amerykanski Departament (=ministerstwo) Rolnictwa procesu skutecznego przetwarzania lodyg konopi na pulpe papierowa. To tlumaczyloby wspomniane wczesniej silne zaangazowanie wydawnictw Hearsta w szerzenie propagandy antymarihuanowej; * potezna firma DuPont byla posiadaczem technologii pozyskiwania celulozy z pulpy drewnianej i z niechecia patrzyla na mozliwosc rozwoju konkurencyjnej technologii produkcji papieru z konopi; * wlokno konopne, naturalne i ekologiczne, mialo jedna wade: jego produkcja byla pracochlonna i w wiekszej czesci procesu wykonywana recznie. Dlatego DuPont, od polowy lat 30. pracujacy nad opanowaniem produkcji nylonu (wynalezionego w roku 1935, a wprowadzonego na rynek w 1938), nie obawial sie z tej strony konkurencji.Az do momentu, kiedy pod konie lat 30. magazyn Popular Mechanics opublikowal artykul pod tytulem New Billion-Dollar Crop ("Nowa uprawa warta miliard dolarow"), w ktorym mowa jest m.in. o wynalezieniu maszyny (zwanej dekortykatorem albo turbine trzepiaca) wykonujacej prace zwiazane z obrobka wlokien konopnych - firma DuPont poczula sie zagrozona i wziela udzial w spisku majacym na celu delegalizacje konopi; * inna galezia zainteresowana wstrzymaniem prac nad mozliwymi zastosowaniami konopi byl przemysl naftowy. Zwlaszcza po tym, jak w roku 1941 Henry Ford pokazal swoj zbudowany w duzej czesci z przetworzonyh wlokien konopnych samochod napedzany silnikiem zuzywajacym etanol z konopi; * dodatkowym dowodem na poparcie omawianej teorii maja byc powiazania rodzinne i towarzyskie pomiedzy jej bohaterami: - Andrew W. Mellon, jeden z najbogatszych ludzi w owczesnych Stanach Zjednoczonych, byl wlascicielem banku obslugujacego firme DuPont - Anslinger byl mezem siostrzenicy Mellona - gdy w roku 1929 Anslinger odszedl z policji, rozpoczal prace w Departamencie Skarbu, ktorego szefem byl wtedy... Andrew W. Mellon (1921-32). Jak wspomnialem, teoria Herera ma bardzo wielu zwolennikow wsrod osob zyczliwie nastawionych do marihuany. Jednak jest sporo glosow (i to niekonieznie posrod przeiwnikow marihuany) teorie te podwazajacych. Na przyklad zwraca sie uwage, ze Hearst nie produkowal papieru, lez byl najwiekszym w USA jego nabywca, co w oczywisty sposob czynilo z niego osobe zainteresowana tanszym i lepszym papierem z konopi. Inny kontrargument mowi, ze artykul w Popular Mehanics ukazal sie w lutym 1938 roku, a wiec w czasie, gdy dzialalo juz antymarihuanowe prawo (pozniej okazalo sie, ze gdy przygotowywano artykul do publikacji, w redakcji czasopisma nikt o nowym prawie jeszcze nie sluszal...). Z kolei powiazania rodzinno-towarzyskie (mniej moze istotne dla sprawy, ale czesto podnoszone) tez wzbudzaja watpliwosi, glownie fakt poslubienia przez Anslingera krewnej Mellona. Czy antymarihuanowy spisek rzeczywiscie istnial? Ta kwestia, ciekawa z punktu widzenia historii, nie ma wiekszego znaczenia dloa wspolczesnosci. Przede wszystkim nie tlumaczy, dlaczego, pomimo wielokrotnego obalenia wiekszosci (jesli nie wszystkich) argumentow przeciw marihuanie, prohibicja wciaz obowiazuje prawie na calym swiecie. (Bogdan Jot, "Odklamywanie marihuany"). *** "Miara mowy nie jest ten, ktory mowi, lez ten, ktory slucha" - PLATON. *** Piekna pogoda. Caly dzien slonecznie. Duzo czasu spedzilem na nowym balkonie. Noca kontemplowalem ksiezyc w pelni.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)





No comments:
Post a Comment